Żegluga po Wiśle – sposób na ograniczenie ryzyka.

W czasach gdy niski poziom rzek jest wielomiesięczną normą, pływanie po Wiśle budzi spore obawy. Szczególnie u właścicieli sprzętu pływającego o zanurzeniu większym niż ponton. Obawy są zrozumiałe. Zmienny i nie zawsze widoczny nurt oraz liczne piaskowe ławice, kępy, wyspy sprawiają, że płynięcie przypomina nieustanne omijanie pól minowych. Szczególnie płynąc z prądem. W środkowym i dolnym biegu rzeki jest jeszcze jedno duże zagrożenie odstraszające od pływania. Mam na myśli tzw. główki/ostrogi czyli krótkie kamienne wały od brzegu w stronę środka rzeki, zwężające jej nurt. Trudno dziś zliczyć, ile uszkodzonych śrub i sterów spowodowały ukryte tuż pod powierzchnią wody kamienne resztki zapomnianych główek.

(dotknij by powiększyć)

Te niepozorne obiekty inżynieryjne są śladem XIX-wiecznej regulacji rzeki, gdy Wisła była niemal bezkonkurencyjną wodną autostradą. Celem ich budowy było spowolnienie biegu rzeki przy brzegach, z jednoczesnym pogłębieniem głównego nurtu. Dodatkowo główki (ang. groynes, niem. Buhnen) znacząco ograniczały wymywanie brzegów (erozję) i krętość nurtu w korycie. Przez dziesiątki lat pozwalały zachować stosunkowo przewidywalny i wystarczająco głęboki tor wodny. Dzięki nim sezon nawigacyjny był po prostu dłuższy.

Planową regulację Wisły prowadzono niemal wyłącznie na terenie dawnego zaboru pruskiego, gdzie żeglugę śródlądową traktowano priorytetowo i stąd najwięcej główek jest w okolicach Torunia, Świecia i od Grudziądza przez Tczew aż do ujścia. Często występują jednocześnie na obu brzegach.

W dawnym zaborze rosyjskim wiślane główki są jednostronne i nieliczne. Niewielkie ich skupiska można spotkać np. na północ od Włocławka, na wschód od Wyszogrodu, przy Modlinie i w Warszawie. Śladowa liczba główek na Mazowszu ma brzemienne skutki. Wisła jest tu rzeką o wiele bardziej dziką i rozlaną niż w Toruniu czy Grudziądzu.

Wiślane główki w dużej części istnieją do dziś i przy niskim stanie wody są dobrze widoczne. Znaczna ich część jest jednak tak zniszczona, że ukryta pod płytką wodą. Bardzo łatwo wpłynąć na taką główkę i uszkodzić śrubę.

Wpis ten powstał by przybliżyć niekonwencjonalny sposób na omijanie ukrytych główek. Jest nim użycie starej, ale dokładnej mapy, na której zaznaczono zdecydowaną większość niegdyś zbudowanych ostróg. Mając taką mapę na ekranie smartfona lub tabletu można sterować łódką tak, by ominąć niewidoczne dziś główki.

Tu pojawia się pytanie, czy nie można użyć współczesnej/aktualnej mapy lub zdjęcia z satelity? Oczywiście można, ale współczesne mapy wektorowe (nie papierowe) mają główki, albo pokazane szczątkowo, albo nie mają ich wcale. Z polskich map papierowych, jedynie te w skali 1:10000 z lat 90-ych, mają większość widocznych główek. To samo dotyczy zdjęć. Tymczasem ryzyko stwarzają główki dziś niewidoczne i stąd pomysł, by użyć mapy z czasów, gdy były one ponad lustrem wody.

Po pierwsze potrzebujemy więc mapę lub kilka starych map, na których jest interesujący nas odcinek Wisły. Dostęp do takich map jest obecnie prosty. Można je ściągnąć np. z serwisu Mapster. Są to dawne pruskie/niemieckie mapy Pomorza z tzw. serii stolikowej (Messtischblatt). Nazwa pochodzi od przenośnego stolika, na którym wojskowy mierniczy rysował dany arkusz kawałek po kawałku. Robił to fizycznie chodząc po terenie jakieś 80 do 125 lat temu i mniej więcej taka jest aktualność Messtischblattów. W pewnym sensie „nagrywał” on rzeźbę terenu na papierowy szkic, który był bazą do gotowej mapy. Nazwisko mierniczego jest często wpisane na marginesie arkusza. Skala 1:25000 oznacza, że 4 cm na papierowej mapie (albo jedno „oczko” widocznej siatki) = 1 km w terenie. Precyzja Messtischblattów, mimo wieku i licznych zmian w krajobrazie potrafi mile zaskoczyć.

Poniżej porównanie zdjęcia satelitarnego ze starą mapą i mapami współczesnymi, oczywiście na tym samym odcinku Wisły i w tej samej skali.

Zdjęcie satelitarne okolic wsi Parski. Zaledwie 5 główek jest wyraźnie widocznych, w tym 1 dłuższa i 4 krótkie.
To samo miejsce na mapie typu Messtischblatt (arkusz 2478, Twierdza Grudziądz). Widocznych główek jest aż 15 sztuk (czarne linie).
Nałożenie mapy Messtischblatt na zdjęcie satelitarne (screen z niżej opisanego programu OfflineMaps). Na 7 główek prawego brzegu tylko 3 są widoczne z satelity. Pozostałe 4 główki pokazuje już tylko stara mapa typu Messtischblatt. Resztki tych główek niemal na pewno dalej istnieją tuż pod lustrem wody i stwarzają poważne zagrożenie w trakcie żeglugi. Wiele ostróg po lewej stronie jest zatopionych w osadach naniesionych przez rzekę. Osady wypełniły przestrzenie pomiędzy, tak że lewy brzeg niemal zrównał się z dawnymi główkami.
Ten sam fragment na papierowej mapie w skali 1:10000 z lat 90-ych. Główek jest aż 10 sztuk, ale na prawym brzegu są one istotnie krótsze niż na starej mapie.
Współczesna mapa cyfrowa w skali 1:10000. Główki są zaledwie 3. Ucyfrowienie map bezpowrotnie uprościło odwzorowanie linii brzegowej.

Sama papierowa mapa lub sam skan mapy są niepraktyczne do omijania główek. W trakcie rejsu nie ma wiele czasu na ciągłe sprawdzanie pozycji i ocenę jak daleko mamy do ostrogi. Potrzebna jest jeszcze aplikacja korzystająca z GPS, która na bieżąco pokaże nam aktualną pozycję na starej mapie. I to jest nasz drugi element. Znam z autopsji 2 takie aplikacje i opisuję je poniżej.

Trzecim elementem jest plik tekstowy, precyzyjnie wskazujący aplikacji jaki teren dana mapa obejmuje. Plik ten powstaje w trakcie tzw. kalibracji mapy. Między innymi od precyzji współrzędnych w nim zawartych zależy czy błąd pozycji na mapie będzie liczył kilkadziesiąt czy może… kilkaset metrów. Jeżeli błąd NIE jest znacząco większy niż kilkadziesiąt metrów, to daną mapę można uznać za wystarczająco dokładną, by w miarę bezpieczne omijać z jej pomocą główki.

I wreszcie został ostatni – 4 element, czyli sprzęt, który wyświetli starą mapę na łódce w trakcie rejsu. Tu wybór jest przeogromny. Może być to przeciętny smartfon albo tablet, byleby miał system Android.

Możliwość użycia starych map na sprzęcie Apple istnieje, ale aplikacje iOS (Maptiler, MBTiles) nie mają opcji obracania mapy zgodnie z kursem i dlatego ich tu nie opisuje.

Tablet z Androidem, szczególnie większy, np. 10-calowy sprawdzi się nieco lepiej niż smartfon, ale tylko z racji wielkości ekranu, a więc i czytelności wyświetlanej mapy.

Im większa rozdzielczość ekranu tabletu/smartfonu, tym drobniej wyglądają szczegóły mapy i jednocześnie większy kawałek mapy jest widoczny (przy domyślnym powiększeniu 100%). Gdyby szczegóły na mapie wyglądały na za małe (typowe dla ekranów Full HD i większych) – zawsze można powiększyć widok np. do 200%.

Niektóre smartfony są wodoodporne, co jest ich istotną przewagą nad tabletami, szczególnie w warunkach panujących na łodzi.

W przypadku tabletu ważne jest, by miał on wbudowany GPS. Nowsze modele mają GPS już prawie bez wyjątków, ale warto upewnić się, że on faktycznie jest. Niektóre modele mają GPS z dodaną obsługą rosyjskich satelitów GLONASS – warto dopłacić za tą opcję, bo wyraźnie poprawia ona dokładność pozycjonowania. Smartfon lub tablet musi mieć na łodzi stabilny uchwyt blisko sternika, tak by mógł on spojrzeć na ekran nie odrywając mocno wzroku od wody – coś jak w nawigacji samochodowej.

OziExplorer

Opis aplikacji do nawigacji po Wiśle zacznę od programu, który powstał kilkanaście lat temu, w czasach gdy nie istniały smartfony, ani system Android. Mam na myśli aplikację OziExplorer. Jest to w zasadzie rodzina programów na kilka różnych systemów operacyjnych. Główna wersja z dodatkami jest dostępna tylko na pecety z Windows i jest ona niezbędna, by przygotować skan danej mapy do użycia w terenie, czyli go skalibrować. Wersja na smartfony i tablety z Androidem liczy raptem kilka lat, ale widać po jej interfejsie, że chodzi o program z dłuższą brodą niż sam Android. Co więcej OziExplorer na Androida NIE jest dostępny w sklepie Google Play i można go zainstalować tylko z pliku APK, ściągniętego np. ze strony producenta. To spore utrudnienie, szczególnie, że trzeba zezwolić systemowi na instalowanie programu spoza googlowskiego sklepu – Google tego nie lubi.

Tak wygląda Ozi w akcji. Oczywiście kolejne klatki są przyśpieszone. W realu, przy prędkości 7 km/h (pod prąd), mapa przesuwa się znacznie wolniej. Kurs zygzakiem wynika z kierowania się wiślanymi znakami nawigacyjnymi (tyczki na brzegach).

Androidowy OziExplorer (w skrócie Ozi) obsługuje mapy tylko we własnym specyficznym formacie – stąd potrzeba ich przygotowania w windowsowym Ozim na bazie skanów jpg. Każda gotowa do użycia mapa składa się z pary plików. Pierwszy z nich to plik mapy właściwej o rozszerzeniu .ozf2 lub .ozfx3, a drugi, to wspomniany plik tekstowy o rozszerzeniu „.map” z kalibracją czyli współrzędnymi danej mapy. Tworzenie pary plików (.ozfx3 + .map) dla wybranej mapy, to temat na oddzielny wpis.

Oczywiście Ozi, prócz wyżej opisanych uciążliwości, ma też zalety, które w dużym stopniu rekompensują jego wady. Przede wszystkim pozwala precyzyjnie pokazać przebytą drogę w formie cienkiej linii za strzałką pokazującą aktualną pozycję. To wielka zaleta na rzece, bo wtedy łatwo wrócić tą samą drogą. Przypomina to funkcję trackback dostępną w wielu echosondach. Tylko, że w tańszych modelach echosond ścieżka powrotna liczy np. maks. 2000 pozycji – a to mało jak na Wisłę. Często ścieżka, to po prostu czarna linia na białym tle, albo na tle stosunkowo ubogiej mapy wbudowanej w echosondę. W Ozim przebyta droga jest na tle czytelnej mapy z widocznymi główkami, a zapisana ścieżka/ślad może być nawet dłuższa niż Wisła.

Inną zaletą jest automatyczne przełączenie mapy na następną, gdy dopłyniemy do końca arkusza. Oczywiście pod warunkiem, że następna mapa jest wgrana na tablet/smartfon.

Wreszcie bardzo przydatna jest opcja pochylenia mapy w kierunku płynięcia. W nawigacjach samochodowych jest to oczywiste, ale w przypadku skanowanych map – już nie. Tu wszystkie napisy są sztywno połączone z rysunkiem mapy, więc po obróceniu tracimy ich czytelność, ale za to mamy orientację mapy zgodną z kursem, a więc główki będą po tej samej stronie i na mapie i w realu. Co prawda Ozi obraca mapę tylko co pełne 90°, ale jest to wystarczające by strony rzeki się zgadzały. Poza tym pochylona mapa oznacza, że znacznie większy jej fragment jest widoczny w kierunku ruchu:

Porównanie widoków z tego samego miejsca. Po lewej klasyczny, po prawej widok 3D z pochyleniem mapy. Skala identyczna, ale perspektywa powoduje, że pochylonej mapy widać o wiele więcej. Szara obwódka wokół przycisku „3D” w prawym dolnym rogu wskazuje, że widok 3D jest włączony.

Instalację i podstawowe funkcje Oziego pokazuję poniższy film:

OfflineMaps

Drugą aplikacją, przydatną do nawigacji po rzece jest program All-In-One OfflineMaps, dostępny w sklepie Google Play. To prawdziwy kombajn do turystyki pieszej, górskiej, off-road i każdej innej poza drogami. Oferuje łatwy dostęp do bardzo wielu map i zdjęć satelitarnych w tym Google, Bing, Open Street Map, Open Topo Map i wielu innych lokalnych dostępnych w obecnym internecie. Co więcej można mieszać mapy różnych dostawców i układać je warstwami na sobie. Można ustawić półprzezroczystą mapę na wierzchu, a pod nią prześwitujące zdjęcie satelitarne albo mapę innego dostawcy. Są też dostępne gotowe mapy hybrydowe z nazwami ulic czy szlaków turystycznych na tle zdjęcia satelitarnego.

Z punktu widzenia żeglugi na Wiśle program ma 2 główne zalety. Po pierwsze każde zdjęcie czy mapa raz ściągnięte z internetu zostają zapamiętane i można ich używać bez dostępu do netu. Wystarczy więc np. powiększyć Wisłę w danym miejscu i powoli przesuwać zgodnie z planowanym rejsem, pilnując by kolejne fragmenty załadowały się. I to w zasadzie wszystko – mamy gotową mapę lub zdjęcie do użycia offline. I dobrze, bo na Wiśle może być różnie z zasięgiem.

Druga zaleta, to możliwość wstawienia jako warstwy starej mapy przygotowanej pod Oziego. Wymaga to co prawda zakupu dodatku „OZF Support” za astronomiczną kwotę 15,99 zł (przez opcję „Get more features!” w menu aplikacji), ale warto, bo np. można eksperymentalnie zmieszać starą mapę ze współczesnym zdjęciem satelitarnym, co daje czasem zaskakujący efekt. Po prostu widać, co było w danym miejscu kiedyś. Polecam takie porównanie np. dla gdańskich basenów – próbka poniżej.

(dotknij by powiększyć)

Można też zwyczajnie wyświetlić tylko starą mapę z główkami, by mieć ich jak najlepszą widoczność. Wtedy OfflineMaps wyglądają podobnie jak Ozi, ale z jedną dużą różnicą: przebyta droga jest widoczna za strzałką tylko przez krótki odcinek. To dotkliwa wada, bo oznacza brak szans na powrót po własnym śladzie. Poza tym tu również można mapę pochylić (2 palce przeciągnięte w dół). Co więcej mapa obraca się zgodnie z kierunkiem ruchu bezstopniowo, a nie z przeskokiem co 90° jak w Ozim.

Screen z OfflineMaps w trakcie realnej żeglugi przy Górach Łosiowych koło Grudziądza. Mapa jest bez pochylenia.
Symulacja żeglugi w OfflineMaps na bazie rzeczywistego rejsu (oczywiście przyśpieszona!). Po lewej stronie tylko stara mapa, po prawej zdjęcie google + stara mapa (26% przezroczystości). Zdjęcie zmieszane z mapą wygląda zachęcająco, ale w praktyce, płynąc pod słońce, wersja z samą mapą jest znacznie bardziej kontrastowa i czytelna. Pochylenie mapy w OfflineMaps nie daje tak dużego powiększenia pola widzenia jak w Ozim, głównie za sprawą bardzo dużego panelu z danymi na dole ekranu. Niestety nie można tego panelu w żaden sposób pomniejszyć.

Instalację i podstawowe funkcje OfflineMaps pokazuję poniższy film:

Podsumowanie

Rachunek zalet i wad sprawił, że po początkowym zachwycie nad możliwościami OfflineMaps i prostotą jego obsługi wróciłem w końcu do dość topornego Oziego. Głównie za sprawą jasno zaznaczonej przebytej drogi, która na dodatek nie ginie po wyłączeniu tabletu/smartfona. A że Ozi wygląda na lata 90-te, no cóż, żaden program nie jest doskonały.

Co ciekawe, w sieci jest dostępna wersja testowa (trial) Oziego z już dodanymi mapami Wisły np. na stronie poniżej.

link Ozi + mapy Wisły

Po testach na kilku chińskich urządzeniach (m.in. Huawei Mediapad T3 10′, Xiaomi 4X, Ulefone Armor, Xiaomi Redmi 8 Pro – ten ostatni z Android 9) mogę powiedzieć, że Ozi z linku powyżej działa poprawnie i faktycznie ma wbudowane mapy Wisły. Na dodatek można je użyć w OfflineMaps zainstalowanym na tym samym urządzeniu.

Nie zmienia to faktu, że każdy, kto zainstaluje i będzie używał program z linku powyżej, robi to wyłącznie na własną odpowiedzialność! Olbrzymia różnorodność wersji systemu Android powoduje, że nie ma gwarancji poprawnego działania na dowolnym dostępnym na rynku sprzęcie.

Szanse poprawnego wyświetlania map wydają się duże również na najnowszych telefonach/tabletach Samsunga z Android 6, 7, 8, 9.

Pełną wersję OziExplorer (for Android) można kupić np. tutaj. Program kosztuje nieco ponad 100 PLN.

Dostępne w linku wyżej mapy Wisły obejmują teren mniej więcej od Grudziądza po Tczew. W sumie jest to 9 stykających się bokami map (czerwone prostokąty).


Ważna uwaga końcowa

Użycie starych map w wyżej opisanych programach może istotnie zwiększyć szanse na ominięcie groźnych resztek główek, ale nie daje gwarancji ominięcia wszelkich potencjalnych przeszkód. Żaden program do nawigacji nie zwalnia z uważnej obserwacji nurtu i reagowania stosownie do spotkanych na wodzie warunków.


Ten post ma 2 komentarzy:

  1. subsens Reply

    Ponieważ jest styczeń i Wisłę skuwają lody, to może by tak teraz coś o tych, obiecanych w Notce od autora, drogach żelaznych? Naturalnie, o ile oldmapexplorer nie każe na swoją kolejną aktywność czekać kolejnych siedmiu lat :).

    • oldmapexplorer Reply

      Będzie. Materiałów przez ten czas przybyło. Czasu – niekoniecznie, ale po to utworzyłem ten blog, by czasem coś mało znanego wstawić…

Dodaj komentarz:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *